Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jelenia Góra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jelenia Góra. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 28 września 2017
Z gitarą i piórem
Na dworze deszcz i zimno. Pada od rana nie bacząc na przyjezdnych, handlowców, którzy z końca Polski przyjechali na jeleniogórski Jarmark Staroci. Mimo tej aury postanawiam wyjść z domu. Odpocząć od laptopa, odpocząć od książek. To nic, że pada, teraz to już nawet leje, przecież z moją odwagą nie straszny mi deszcz czy ulewa. Na jarmarku sprzedawcy foliami, daszkami chronią swoje "skarby", kupujących czy też oglądających niewielu. Po godzinie już trochę przemarznięta postanawiam wybrać lokal gdzie napisałabym się gorącej herbaty. Decyduję się na Pierogarnię z Gitarą i Piórem. Lubię ten lokal, wielu moich znajomych regularnie odwiedza to miejsce bo któż nie lubi pierogów i jeszcze na dodatek ręcznie robionych i bardzo smacznych. Wchodząc rozglądam się, ucieszona że są wolne stoliki ustawiam się w kolejce. Tak bardzo już bym chciała usiąść z moją herbatą a może i z pierogami. Wiem, że się odchudzam, ale pierogi tutaj są naprawdę smaczne. Stoję, przede mną jakaś młoda para, debatują z Panią obsługującą a ja przebieram nogami. Już tak bardzo chciałabym usiąść.
Zaczynam się przyglądać ludziom krzątającym się w kuchni. Mężczyzna stojący na wprost mnie lepi pierogi, od razu przychodzi mi na myśl Magda Gessler i któraś Jej rewolucja, gdzie to Panie przy klientach miały lepić pierogi. Tutaj robi to Pan...Mężczyzna i pierogi, jakoś nie bardzo mi to współgra ale przyglądając się Jego pracy jestem pełna podziwu, bo robi to lepiej niż niejedna kobieta. Fajnie takiego chłopa mieć w domu, nie dość że przytuliłby w zimowe wieczory to na dodatek te pierogi :). I jeszcze te firmowe koszulki "Z gitara i piórem"...wszyscy mają jednakowe i ładnie to wygląda z tymi nowymi, powstającymi pierogami.
Zerkam już zniecierpliwiona na Panią obsługującą...nie zauważa mnie nadal..a ja chcę gorącej herbaty. Wszyscy naokoło mnie jedzą a ja stoję jak pajac. Jakaś Pani zaczyna przecierać podłogę..widać, ze dba się tutaj o czystość bo mimo słoty na zewnątrz tutaj podłoga lśni. Zerkam na kartę dań...pierogi z kaszą, z serem, z mięsem..jejku...wybór ogromny...i dodatki do nich według życzenia.
Ponownie zerkam na Panią obsługującą i nadal nic. Obejrzałam cały lokal, personel, podłogi, menu, gości i nadal nic....Patrzę na zegarek..no tak, kwitnę tu już ponad 10 minut. To zdecydowanie za długo na ignorowanie klienta. Ostatni raz z nadzieją spogladam na sprzedawcę i widząc Jej obojętność wychodzę, bez herbaty, bez pierogów, na deszcz.
W pobliskim barze wypijam tę swoją herbatę i jednak zła w strugach deszczu wracam do domu, by od razu na stronie Pierogarni wywalić swą złość na obsługę..i chyba na wszystko inne. Nawet na deszcz.
Jeszcze tego samego dnia, wieczorem otrzymuję wiadomość...od właścicielki lokalu. Opisuje swój dzień pracy, przeprasza, tłumaczy, a mnie z każdą linijką przeczytanego tekstu robi się coraz bardziej głupio, coraz bardziej wstyd. Bo nagle zauważałam, że będąc w lokalu widziałam tylko siebie, moja empatia utonęła w kroplach deszczu. Myślę..Ewka znowu Cię poniosło i skrobię przeprosiny, pełna wstydu i zażenowania Pani właścicielce. Jestem też zaskoczona, bo właścicielka wysyłając do mnie właśnie w tej formie wiadomość pokazała swoją klasę ale i pokazała moją małość. Jakże często nasze emocje, zły dzień czy niesprzyjająca choćby aura sprawia, że swoje frustracje wywalamy na innych.
Fakt czekałam długo na tę herbatę, ale czy naprawdę, aż tak bardzo mi się spieszyło? Dzieci w domu płakały, że chciałam " już i teraz"?
Nie zapomniałam jeszcze czasów,gdy to mając własną działalność, własny sklep bywałam tak zmęczona po 20 godzinach pracy, że i na uśmiech dla klienta brakowało mi sił. Bo praca na własny rachunek to nie te 7-8 godzin ale praca non- stop. Często my opiekunki narzekamy, że pracujemy dłużej niż wskazuje Prawo Pracy, krzyczymy i ujadamy bo jak to, bo jak można. Sama to czynię nieraz choć w praktyce, będąc w Niemczech często przymykam oczy na niektóre niedogodności, na ucięty wolny czas.
Często nie wykazujemy zrozumienia dla rodzin podopiecznych, na zaistniałą sytuację, często brak w nas pokory i dostrzegamy tylko niedogodności, rozłąkę z bliskimi nie dostrzegając pozytywów, a przecież one także są
Ta moja historia wiele mnie nauczyła ....ale i po raz kolejny udowodniła, że życie w skromności i z umiarem ma swoją wiarygodność i że laury przypadają wytrwałym, bo ból przemija a duma pozostaje na zawsze. Tak, mój ból przeminął, złość także ale co się stało z moją dumą?
Właścicielka Pierogarni "Z gitarą i piórem" odniosła sukces. Jej Pierogarnia ma już wśród jeleniogórzan renomę. Wypracowała swoją markę i odniosła sukces dzięki ciężkiej pracy, pewnie kosztem rodziny, braku czasu dla siebie. Odniosła sukces także dzięki pokorze bo prawdziwy sukces ma pokorę u swych podstaw. Tę lekcję pokory ja otrzymałam od Niej.
Nadal będę odwiedzała ten przytulny lokal, nadal będę tyła od tych rozpływających się w ustach pierogów i nadal swoim znajomym będę tłumaczyła jak mają trafić do Pierogarni, wtedy gdy będą głodni lub gdy zechcą w miłej atmosferze spędzić czas.
Jeszcze raz najmocniej przepraszam Panią właścicielkę Katarzynę S. za zaistniałą sytuację, dziękuję za lekcję, którą od Niej otrzymałam i życzę całej ekipie samych sukcesów, zadowolenia i satysfakcji z tego co czynią.
A ja już nigdy nie zapomnę, że empatia to nie zupa z Azji, tylko zrozumienie, ciepło i dobroć.
/EE/
Subskrybuj:
Posty (Atom)
